piątek, 5 maja 2017

Prześwietlamy stenogramy (1) – Tupolew odleciał na lotnisko zapasowe

Miałem nie wracać do analizy materiałów smoleńskich. Ale czuję się rozgoryczony kierunkiem w którym „wyjaśnianie” tej zbrodni przez ostatnie półtora roku zdąża. Ostatnią kroplą, która przelała czarę, była wypowiedź ambasadora USA – Jonesa. Ten po spotkaniu Waszczykowski – Tillerson, kwestię smoleńską skomentował: „Stany Zjednoczone zrobiły wszystko, co mogły (…) Nie widzimy nic więcej, co moglibyśmy zrobić.”
Oznacza to, że administracja Trumpa kontynuuje politykę Obamy polegającą na obłożeniu klauzulą milczenia kwestii 10 kwietnia. Nie wiem dlaczego USA przyjęły taką strategię. Nie mogę się natomiast pogodzić z tym, że nasz rząd nie może (a może nie chce?) upublicznić prawdy. Być może jest jakiś racjonalny tego powód. Ja go nie znam. Może jednak ktoś mi wyjaśni dlaczego wprowadzanie w błąd opinii publicznej co do przebiegu wydarzeń z 2010 roku jest zgodne z Polską Racją Stanu? Jeśli ktoś to zrobi, to oświadczam, że usunę z internetu wszystkie moje dociekania i nie będę podejmował więcej tego tematu. Dopóki jednak nikt mi przekonującego powodu nie podał, proponuję powrót do ... stenogramów z wieży. 
 

Na początek chciałbym zwrócić uwagę na istotną rozmowę, jaka miała się, według zapisów, toczyć się w wieży kontrolerów lotu :
 
AA: Co z tym Polakiem? On… (niezr.)
AA: (niezr.) 
Pliusnin: Dobrze, że nie zacząłem prowadzić go na radiolatarnię prowadzącą, ale na drugi od razu do lądowania.
AA: (niezr.) 
Pliusnin: Z nim to się najebaliśmy, dopóki go nie wysłaliśmy na zapasowe. Tak, a teraz mu powiedzą, żeby normalnie leciał (niezr.)
AA: Już się zniżali i (niezrozumiale)
Pliusnin: (niezr.) tego lotniska, kurwa. [ IES: Niech teraz leci na to lotnisko ]
Pliusnin: Przy tym mgła taka gęsta przyszła.
 
O jakim samolocie tu mowa? O Ile-76? Zdecydowanie NIE. Raz, że był on prowadzony na radiolatarnię, a dwa wyraźnie jest tu mowa o jakimś „Polaku”. Może więc chodzi tu o Jaka-40/044 pilotowanego przez por. Wosztyla? NIE! Także nie o niego tu idzie, bo samolot z dziennikarzami nie odszedł na zapasowe.
No to może jest to wspomnienie jakiegoś historycznego lądowania? Także i to NIE jest prawidłowym odczytaniem tego fragmentu. Kontrolerzy rozprawiają tu przecież bardzo żywo o tym co się z tym samolotem dzieje obecnie а а сейчас ему скажут по нормальному идти).
Co z tego wynika? Odpowiedź nasuwa się jedna - chodzić tu może tylko o trzeci z samolotów, który miał zgodnie z planem lądować tego dnia na płycie lotniska „Północnego”, czyli o... PLF-101.

Niemożliwe? To proszę wraz ze mną przeanalizować ten fragment stenogramów jeszcze raz. Tym razem zdanie po zdaniu.

AA: Co z tym Polakiem? On… (niezr.)

Znamy trzy tłumaczenie stenogramów. W pierwszym opublikowanym przez MAK cała powyższa kwestia jest niezrozumiała - (niezr.). W pozostałych dwóch (dokonanych przez KBWLLP i IES) – „Polak” figuruje. Biorąc zaś pod uwagę, że Rosjanie nie są zainteresowani wyjaśnieniem prawdziwego przebiegu wydarzeń należy po pierwsze uznać, że słowo „Polak” istotnie tam występuje, a po drugie, że kwestia ta dla wyjaśnienia sprawy musi być kluczowa (skoro przez Rosjan została „zatarta”). Z obydwu tych polskich transkrypcji wynika również, że dalsze kwestie w tym dialogu odnoszą się do „Polaka”. „Polakiem” zaś określa się w BSKL po prostu polski samolot.

Pliusnin: Dobrze, że nie zacząłem prowadzić go na radiolatarnię prowadzącą, ale na drugi od razu do lądowania.

Kwestia ta jednoznacznie świadczy, iż Pliusnin nie chciał aby ten sprowadzany przez niego samolot - o którym opowiada - wylądował. Jeśli bowiem ani nie prowadził go na radiolatarnię prowadzącą, ale - jak mówi – szybko, wprost z drugiego zakrętu kierował trzeciego i czwartego) to znaczy, że to całe „prowadzenie” przez kontrolera było wykonane tylko pro forma, a zamiar jego był jasny – chciał on aby piloci nie zdążyli przyziemić samolotu, tylko odeszli na drugi krąg.

Z dwóch potencjalnych „Polaków”, o których oficjalnie wiemy, że podchodzili tego dnia do lądowania na „Siewiernym” pierwszy, czyli Jak-40/044, był według zeznań wiarygodnych świadków (piloci samolotu i jego nawigator) prowadzony i na radiolatarnię prowadzącą i po kręgu, czyli z zaznaczonymi wyraźnie zakrętami (drugim, trzecim i czwartym). Samolot ten też jak wiadomo wylądował.

A co wiemy o podejściu kolejnego z „Polaków”? To jest o Tu-154M?

Jeśli chodzi o wykonanie czwartego zakrętu, to załoga Tupolewa musiała go wykonać samodzielnie, gdyż Kierownik Lotów Pliusnin, ani myślał wektorować naszego statku, choć miał taki obowiązek.

PLF-101: Wykonujemy czwarty, polski 101.
Pliusnin: 101, wykonujcie czwarty.
I tylko tyle. Oto i całe „prowadzenie” naszego samolotu przez kontrolę lotów na „Siewiernym”: „Wykonujcie”. 
Dlaczego ani myśleli go wektorować? Odpowiedź jest jedna - nie mogli dopuścić aby ten samolot tam wylądował.
Pliusnin: Z nim to się najebaliśmy, dopóki go nie wysłaliśmy na zapasowe.
Teraz kwestia owego „natrudzenia się” kontroli lotów.
Na temat początkowego i końcowego podejścia naszej Tutki istnieje wiele teorii. Domyślamy się, że Tupolew przechodził punkt ASKIL na granicy białorusko-rosyjskiej około godziny 8:10 - 8:15 (zeznania: Wosztyl, Muś, Plusnin), a jego ostatni, potwierdzony ślad pobytu nad XUBS to godzina 8:40. Co daje w sumie około 30 minut (Krasnokutski: No, zrozum, pół godziny i to wszystko; Protasiuk: Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe) krążenia w okolicy Smoleńska.
Nie wiemy również czy Tupolew podchodził tylko raz, czy też może dwa razy (Wosztyl: Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś; przemawia też za tym sprawa dwukrotnego odczytywania karty zarówno o godzinie 8:10 jak i o 8:29).
Nie wiemy też jakimi ścieżkami poruszać się mógł Tupolew przez te 30 minut (Wosztyl: Około 20-30 minut przed katastrofą TU-154M usłyszeliśmy ich korespondencję radiową z kontrolą obszaru albo Mińsk lub Moskwy, (...) która kierowała ich na lotnisko w Smoleńsku) – co wskazywałoby to, iż samolot leciał początkowo z ASKIL na RALOT (kierunek na Moskwę), a dopiero potem zmienił kurs na „Siewiernyj”. Kłóci się to z raportem Millera, tak samo jak poniżej przedstawiony fragment rozmowy.


Czy takie było podejście początkowe Tu-154M (szkic)?
 
Krasnokutski: No co, na zapasowe wysłaliście, łączył się on, czy nie?
Pliusnin: Mikołaju Jewgieniewiczu, powiem wam, nie łączył się, ot, śledzę samolot, idzie po trasie idzie po trasie, jeden, idzie do Moskwy…
Krasnokutski: Zrozumiałem, idzie po trasie.
Pliusnin: Tak.
Krasnokutskij: Na pewno on, bo zgodnie z czasem


(Niekoniecznie chodzi tu o PLF101 -  "Zielony komentarz" i wszystkie skreślenia DODANE ZOSTAŁY W PÓŹNIEJSZYM CZASIE, PO DOKONANIU KOLEJNYCH ANALIZ STENOGRAMÓW - 29.07.2017)

(Wytłuściłem słowa "na pewno on" bo translatorzy słowo "Наверно" tłumaczą jako "prawdopodobnie". Myślę, że po to aby ukryć ten jego kurs na Moskwę.)


Poza tym w stenogramach nie ma żadnej informacji o tym, iż Tupolew zmienia kurs w punkcie ASKIL, i nie leci dalej kursem 76 stopni w kierunku RALOT. Czy nasz Tupolew zatem szedł rzeczywiście z ASKIL na RALOT, czyli na Moskwę? Tego nie możemy stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Ale wiemy na pewno jedno – skoro tyle czasu PLF-101 znajdował się w przestrzeni wokół XUBS (ok. 30 minut), to oznacza, że kontrolerzy lotów nie chcieli go przyjąć na lotnisku „Północnym.” I że za wszelką cenę chcieli go odesłać na zapasowe. Potwierdza to zresztą nasz ambasador Jerzy Bahr: Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej(...). I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli".

No i w końcu o tym też świadczą omawiane przeze mnie ostatnie dwa zdania wypowiedziane przez kierownika lotów Pawła Waleriewicza Pliusnina.

I kolejne słowa wypowiedziane przez niego:

Pliusnin: (…) Tak, a teraz mu powiedzą, żeby normalnie leciał (niezr.)
Pliusnin: (niezr.) tego lotniska, kurwa. [ IES: Niech teraz leci na to lotnisko ]

No jak to? - zapyta ktoś zdumiony. Przecież Tupolew miał lecieć i wylądować na „Siewiernyj”? Nie tak było zapisane w planie lotu?!
Powyższy opis sytuacji znajduje odzwierciedlenie w „dialogach z wieży”. Przypomnijmy niektóre wypowiedzi:
Paweł Pliusnin: (…) możliwe, że oni go od razu albo na Wnukowo, albo na Mińsk. (...)
Paweł Pliusnin: Nie wiem, Nikołajewiczu, pewnie go od razu wygonią na zapasowe, bez zniżania
(…)
Paweł Pliusnin: Znaczy, w głównym centrum wiedzą, że u nas nie ma pogody, i będą swoje decyzje podejmować, możliwe, że od razu na Wnukowo odejdzie (niezr.)

Symptomatyczne jest również to zaskoczenie widoczne w informacji podawanej przez Pliusnina przełożonemu -

Pliusnin: Ten się do nas wybiera
Krasnokutski: Kto?
Pliusnin: No, ten Polak.

Na jakie to lotnisko miałby więc lecieć „od razu” PLF-101, z całkowitym pominięciem Smoleńska?

Pliusnin: Tu Plusnin, Smoleńsk, trzeba dla głównego Polaka skonkretyzować zapasowe (...)
Kurtiniec: Kontaktowałem się z głównym centrum, na Wnukowo go zabiorą.
Pliusnin: Na Wnukowo, tak?
Kurtiniec: Aha

Gazeta Wyborcza (artykuł z 08.04.2016): Lotnisko w Witebsku czynne było tylko w dni robocze (10 kwietnia była sobota). Drugim lotniskiem zapasowym był port lotniczy w Moskwie i to tam powinni skierować samolot piloci.

Gazeta Wyborcza (27.01.2011, z godziny 7:24):- Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów.

AA: Już się zniżali i (niezrozumiale)
Pliusnin: Przy czym mgła taka gęsta przyszła.


Tupolew podchodził w coraz bardziej zagęszczającej się mgle. W momencie gdy był w okolicach trzeciego/ czwartego zakrętu nadlotniskowego następowało jej apogeum. W tym też momencie do Jaka powrócił Remigiusz Muś by nadać przez radio: „Arek, teraz widać dwieście”. Na co usłyszał „Dzięki” To były ostatnie słowa, które nawigator Jaka usłyszał z pokładu Tupolewa. Co dalej stało się z PLF-101?

Po hukach, jakie załoga dziennikarskiego samolotu usłyszała, z wieży kontroli lotów wyszedł rosyjski oficer, który na pytanie pilotów o Tupolewa z Delegacją, odpowiedział iż ten odleciał.
Te sam słowa, o odlocie prezydenckiego samolotu, powtórzyć miał według stewardessy Jaka polski dyplomata przejeżdżający tuż obok ich samolotu dyplomatycznym samochodem.

Zadziwiająco brzmią także te fragmenty stenogramów:

Pliusnin: Potrzebuję informacji, dokąd on odleciał, czy na Wnukowo, czy gdzie indziej, gdzie on jest teraz?
Pliusnin: (…) mam na myśli, powiedzmy sobie tak, polski samolot. (...)
Kurtiniec: Polski jednoznacznie na Wnukowo (...)
Pliusnin: Potrzebuję ścisłej informacji. (...) No, zadzwońcie do centrum.(niezrozumiale)
Kurtiniec: A, no to już. (...)
Pliusnin: No, no tam to wiedzą, dokąd poszedł. Samolot specjalny, oznaczenie A”.

Niezwykłe jest także i to pytanie, które interpretuje się niesłusznie jako dotyczące Iła-76, gdy ten przecież miał początkowo lecieć do Tweru, potem wprawdzie do Moskwy, ale w końcu przekierowany miał zostać na Juchnow...

Pliusnin: Wylądował na Wnukowie, czy nie?
Murawiew: Jeszcze nie.